- Problem
- Sklep przyjmuje pliki, które klienci wgrywają do zamówień reklam wielkoformatowych, i dopiero dział DTP sprawdza je ręcznie pod kątem błędów drukowych — nadruku, nieskonturowanych fontów, przestrzeni barwnej, paserów, niezgodnych wymiarów. Każdy tydzień to stały strumień plików do ręcznej korekty, a gotowe na rynku silniki preflight mówią po angielsku, hiszpańsku i francusku, więc nie tłumaczą polskiemu klientowi, co i dlaczego jest nie tak z jego plikiem.
- Podejście
- Zaprojektowaliśmy i zatwierdziliśmy z klientem architekturę „czarnej skrzynki”: wadliwy plik wchodzi przez API, gotowy do druku wychodzi, a dotychczasowy frontend e-commerce zachowuje całą obsługę użytkownika. Na tym architektura opiera dwie warstwy, które są tu wartością dodaną. Pierwsza to korekta i wyjaśnienia po polsku — opis błędu i poprawki w języku klienta, którego silniki z półki nie obsługują. Druga to segregacja w trzech progach: zielony to błędy naprawiane automatycznie z logiem zmiany (nadruk, konturowanie fontów, bezpieczna konwersja barw, usuwanie paserów); żółty wymaga szybkiego potwierdzenia od użytkownika; czerwony, zbyt złożony, kieruje plik do grafika lub do weryfikacji człowieka. Oryginalny plik zawsze zostaje zachowany do porównania XY, żeby poza wykrytym błędem nic się w nim nie zmieniło, a wytyczne druku przypisane do każdego produktu pełnią rolę zestawu reguł.
- Efekt
- Klient ma zatwierdzoną architekturę rozwiązania i przygotowaną ofertę końcową: od pliku z błędem, przez automatyczną naprawę z dziennikiem zmian i progi z udziałem człowieka, po polskie wyjaśnienia i bezpieczne zachowanie oryginału. To etap z gotową ofertą, nie wdrożenie — budowa jeszcze się nie zaczęła, a start implementacji czeka na decyzję klienta co do zakresu.