Aurora AIOpisz swój przypadek

Oferta

UsługiProduktyRealizacje

Dla kogo

Private EquityEnterpriseMŚP
UsługiProduktyRealizacjeO nasBlogKontakt

Baza wiedzy

Start tutajWikiSłownikPrzewodniki

Kursy Baza wiedzy

Hermes — zbuduj własnego asystenta AI od zera, krok po kroku

Pokażę ci, jak z pustego serwera w chmurze postawić własnego asystenta AI Hermes — pamięć, umiejętności, czat i pierwsza automatyzacja po kolei.

Świetlista, bezosobowa sylwetka asystenta składająca się z fragmentów światła, wyłaniająca się z pustej serwerowni na ciemnym tle.
Świetlista, bezosobowa sylwetka asystenta składająca się z fragmentów światła, wyłaniająca się z pustej serwerowni na ciemnym tle.
Kursy#hermes #asystent-ai #agent-ai #vps #automatyzacja

Piszesz do niego z telefonu jak do człowieka, a on czyta twoje pliki, korzysta z narzędzi, sam planuje zadania i co noc wykonuje je bez twojego udziału. To Hermes — asystent AI, którego stawiasz na własnym serwerze i prowadzisz jak nowego pracownika. W tym kursie przeprowadzę cię od pustej maszyny w chmurze do działającego asystenta podpiętego do czatu, z pierwszą automatyzacją na koncie. Po drodze wyjaśnię pięć pojęć, na których wszystko stoi, pokażę instalację i konfigurację, a na końcu powiem, jak go bezpiecznie utrzymywać. Zacznij od słownika, bo bez niego reszta się rozmywa.

Czym jest Hermes i dlaczego stawiasz go u siebie

Zacznę od jednego słowa, bo wszystko inne się od niego odbija. Agent to program oparty na modelu AI, który nie tylko odpowiada na pytania, ale sam wykonuje kroki: czyta pliki, sięga po narzędzia, podejmuje działania. Hermes to oprawa, która z surowego modelu AI robi właśnie takiego agenta. To projekt o otwartym kodzie — każdy może go pobrać i przejrzeć — i jeden z szybciej rosnących tego typu na GitHubie. Imię „Hermes” to po prostu nazwa narzędzia; twojemu egzemplarzowi nadasz później własny charakter i będziesz traktować go jak osobę z zespołu, a nie jak okno czatu.

Najważniejsze, co chcę, żebyś zapamiętał: Hermes działa na twojej własnej infrastrukturze. Może to być Mac Mini stojący na biurku, twój laptop albo — i to wariant, który polecam na start — wynajęty serwer w chmurze. Sterujesz nim przez komunikator. Pokażę ci to na Telegramie, ale równie dobrze może być Discord, Slack czy WhatsApp; to twój pilot do asystenta, nie jego serce.

Zanim ruszysz, jedno rozróżnienie, które na początku bywa mylące. Może znasz Claude Code — narzędzie, w którym model Claude pracuje przy kodzie i zadaniach operacyjnych, siedząc w terminalu obok twojego projektu. Przy nim siadasz i go prowadzisz: to narzędzie „przy biurku”. Hermes jest „w drodze”. Odpalasz coś z telefonu na spacerze, asystent budzi się od razu i odpowiada w czacie. Moim zdaniem to nie jest wybór „albo–albo”: Hermes nie zastępuje Claude Code, tylko zajmuje inne miejsce w twoim dniu. Sama używam obu naraz i tobie też to polecam — ale jeśli dopiero zaczynasz, zostaw to z tyłu głowy i postaw najpierw jeden prosty stack.

Pięć filarów, na których stoi Hermes

To najważniejsza część teoretyczna i proszę, nie przeskakuj jej. Bez tych pięciu pojęć cała późniejsza instalacja będzie dla ciebie zlepkiem komend; z nimi wszystko zaskoczy.

Pamięć. Asystent za każdym razem budzi się bez pamięci — nie pamięta poprzedniej rozmowy z głowy. Jego pamięcią są pliki, które sam zapisuje i wczytuje na starcie każdej sesji. Dwa najważniejsze to plik o tobie (kim jesteś, jak pracujesz, czego nie znosisz) oraz plik z kontekstem (twoje projekty, firma, otoczenie). Dobra wiadomość: Hermes sam dopisuje do nich fakty w trakcie pracy. Zła: nie rób się od tego całkiem bierny. Gdy padnie coś ważnego, mów mu wprost: „zapisz to w pamięci” albo „nigdy więcej tego nie rób, wrzuć to do pliku o mnie”.

Umiejętności. To gotowe instrukcje „jak dobrze zrobić daną rzecz”. Wyobraź sobie przepis kulinarny. Idąc z pamięci, naleśniki raz wychodzą przypalone, raz blade; z przepisem za każdym razem tak samo. Każda umiejętność to osobny plik z krótkim opisem na górze — po tym opisie asystent poznaje, kiedy jej użyć i nie marnuje uwagi na resztę, póki jej nie potrzebuje. Hermes ma ich sporo od razu po instalacji, a kolejne dobierzesz z publicznej biblioteki, w której są setki gotowych umiejętności od społeczności. I rzecz, którą lubię najbardziej: jeśli coś robisz często, Hermes sam zaproponuje, żeby zamienić to w umiejętność.

Osobowość. Osobny plik, który nadaje asystentowi ton: jeden bywa zwięzły, inny swobodny. Ma to znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy z asystentem stykają się inne osoby — wtedy czują ten charakter. Jeśli twój Hermes ma na przykład odpisywać na komentarze pod twoimi treściami, możesz kazać mu być „lekko sarkastycznym, ale nie niegrzecznym”. Ten plik też zmienia się z czasem, w miarę jak go korygujesz.

Automatyzacje cykliczne. Tu pada słowo, które chcę ci oswoić: cron. To po prostu zaplanowane, powtarzalne zadanie. Dla mnie to największa przewaga Hermesa. Mówisz mu zwykłym zdaniem „codziennie o 6 rano zrób to i to”, a on sam to ustawia. O wyznaczonej porze budzi się w świeżej, odrębnej sesji — nie ciągnie za sobą waszej bieżącej rozmowy — wykonuje zadanie i odsyła wynik do czatu. Tyle. Żadnego klikania w panele.

Pętla samodoskonalenia. Spina poprzednie cztery filary. Wykonujesz pracę, poprawiasz asystenta, on zapisuje wnioski do pamięci i zamienia powtarzalne kroki w nowe umiejętności — i tak w kółko. Im więcej z niego korzystasz, tym lepiej cię rozumie. Tylko trzeźwo: automatycznie nie znaczy magicznie. Ta pętla działa najlepiej wtedy, gdy aktywnie go korygujesz i każesz mu zapisywać wnioski, a nie zostawiasz samemu sobie.

Pięć świetlistych filarów na ciemnym tle, połączonych zamkniętą pętlą strzałek w odcieniach zieleni i błękitu.
Pięć świetlistych filarów na ciemnym tle, połączonych zamkniętą pętlą strzałek w odcieniach zieleni i błękitu.

Stawiasz serwer w chmurze

Teraz robota. Asystent stanie na VPS-ie — to skrót od „wirtualny serwer prywatny”, czyli wynajęty komputer w chmurze, który działa bez przerwy i którym zarządzasz zdalnie. U niektórych dostawców Hermes ma instalację „jednym kliknięciem”, więc nie musisz niczego budować ręcznie, ale całą procedurę powtórzysz wszędzie.

Masz do podjęcia dwie decyzje. Pierwsza: ile mocy ma mieć serwer. Wybierasz plan, który określa, ile procesora i pamięci dostaniesz. Na start spokojnie wystarcza średni wariant — później powiększysz go jednym kliknięciem, więc nie przepłacaj z góry. Przy zakupie wybierasz też lokalizację serwera i zakładasz hasło administratora; zapisz je od razu w bezpiecznym miejscu.

Druga decyzja: gdzie ma zamieszkać asystent. Masz dwie drogi. Możesz postawić Hermesa wprost na serwerze (mówi się: „na roocie”, czyli na głównym poziomie maszyny). Albo — i ten wariant polecam — umieścić go w kontenerze. Kontener to odizolowane „pudełko” wewnątrz serwera, w którym Hermes ma własne pliki i własne klucze, oddzielone od reszty. Wybieram tę drogę z dwóch powodów: jest najprostsza (zwykle to ta instalacja jednym kliknięciem) i pozwala później postawić obok kilka osobnych asystentów, którzy sobie nie przeszkadzają. Pomyśl o serwerze jak o biurowcu, a o każdym kontenerze jak o osobnym pokoju z własnym kluczem.

I tu daję ci radę, którą uważam za jedną z ważniejszych w całym kursie, choć z pozoru wygląda na nadgorliwość. Równolegle załóż osobny projekt w Claude Code, który będzie zarządzał twoimi serwerami. Trzymaj w nim hasła, adresy serwerów i krótki opis, jak każdy asystent jest skonfigurowany — w którym kontenerze siedzi, gdzie ma klucze. Powód jest czysto praktyczny. Większość z nas nie czuje się ekspertami od serwerów i komend, i to zupełnie normalne. Jeśli coś się popsuje albo zapomnisz hasła, masz jedno uporządkowane miejsce i drugie narzędzie, które pomoże to odkręcić. Sama wracam do takiego projektu częściej, niż się spodziewałam.

Konfigurujesz model, czat i pierwsze rozmowy

Po instalacji asystent przeprowadza krótkie wdrożenie i zadaje kilka pytań. Wskazujesz mu dwie rzeczy.

Pierwsza to dostawca modelu — czyli „mózg”, z którego Hermes korzysta. Z listy opcji wybierz tę, która pozwala podpiąć twój istniejący abonament na ChatGPT, zamiast rozliczać się osobno za każde zapytanie. To zwykle najtańszy sensowny wariant, jeśli nie uruchamiasz modelu lokalnie na własnym sprzęcie. Po wybraniu klikasz w link, logujesz się na swoje konto, kopiujesz krótki kod z powrotem do terminala i gotowe — asystent ma dostęp do mózgu. Na koniec wybierasz konkretny model.

Druga to kanał rozmowy. Tu zakładasz własnego bota w Telegramie. Robi się to w samym komunikatorze: piszesz do wbudowanego „BotFathera”, prosisz o nowego bota, nadajesz mu nazwę, a on oddaje ci token — ciąg znaków potwierdzający, że dany program ma prawo działać w twoim imieniu, coś jak hasło dla aplikacji. Ten token wklejasz asystentowi. Dla bezpieczeństwa wskazujesz też, kto w ogóle ma prawo do asystenta pisać: podajesz swój identyfikator użytkownika (dostaniesz go, pisząc w Telegramie do bota o nazwie „userinfobot”), żeby na początku tylko ty mógł z nim rozmawiać.

I teraz najważniejsza lekcja tego etapu — wraca w całym kursie, więc zapamiętaj ją dobrze. Gdy podpinasz Telegram, łatwo trafić na sytuację, w której wysyłasz pierwsze „cześć” i nic nie wraca. Cisza. Pokusa jest taka, żeby zaglądać w kod i panikować. Nie rób tego. Wróć do Hermesa w terminalu i opisz problem zwykłym zdaniem: „wysłałem wiadomość na Telegramie i nic nie dostaję z powrotem”. Asystent sam zajrzy pod spód, znajdzie, że usługa była zatrzymana, uruchomi ją i zamelduje, że jest gotowy. Spróbuj ponownie — tym razem widzisz, że pisze, i dostajesz odpowiedź. Wniosek brzmi: nie musisz rozumieć, jak wszystko działa pod spodem — musisz umieć jasno opisać, co widzisz i co nie działa. To zdejmuje ogromną część stresu z całej tej zabawy.

Gdy połączenie już działa, poświęć asystentowi pięć–dziesięć minut i po prostu mu o sobie opowiedz: jakie masz cele, nad czym pracujesz, kto jest w twoim zespole, jakie procesy chcesz mu z czasem oddać. On w tle zaczyna budować swoje pliki pamięci i poznawać cię lepiej. To nie jest stracony czas — to fundament, na którym stanie reszta.

Pierwsza umiejętność i pierwszy cron: nocna kopia na GitHubie

Nie zatrzymuję się na samym uruchomieniu — pokażę ci pierwsze realne zadanie, bo ono łączy kilka filarów naraz i najlepiej je tłumaczy. Zanim powierzysz asystentowi cokolwiek o sobie, każ mu podpiąć się do prywatnego repozytorium na GitHubie. GitHub to miejsce w chmurze do przechowywania plików i projektów; pomyśl o nim jak o współdzielonym dysku. Sens jest jeden: gdyby twój serwer się popsuł, cała „pamięć” asystenta — pliki, umiejętności, kontekst — leży bezpiecznie odłożona poza nim. Stawiasz nowego Hermesa od zera, podpinasz to repozytorium i nic nie przepada.

Po drodze przyjdzie lekcja o kluczach dostępu, którą chcę ci wbić do głowy raz na zawsze. Tokenu do GitHuba nie wklejasz w treść rozmowy. Gdy to zrobisz, klucz zostaje w historii czatu i trafia na serwery dostawcy modelu. Zamiast tego wpisujesz go osobną komendą do oddzielnego pliku konfiguracyjnego wewnątrz kontenera (ten plik zwykle nazywa się .env). To ta sama zasada, którą stosujesz do wszystkich kluczy, bez wyjątku. A jeśli się pomylisz — na przykład wygenerujesz token o zbyt wąskich uprawnieniach i okaże się, że asystent nie może założyć repozytorium — nic strasznego się nie dzieje. Każesz Hermesowi pokazać komendę, którą otworzysz ten plik, usuwasz stary klucz, wklejasz nowy i jedziesz dalej. Potknięcia są tu częścią normalnej pracy, nie katastrofą; sama je zaliczam i ty też będziesz.

Na koniec zamykasz to w cronie i tu dzieje się magia pierwszego filaru w praktyce. Jednym zdaniem prosisz: „co noc o północy wyślij kopię do tego repozytorium”. Asystent sam buduje wokół tego umiejętność i ustawia automatyzację. Co więcej — sam zadba o drobiazg, o którym łatwo zapomnieć: serwer zwykle chodzi w czasie uniwersalnym (UTC), więc Hermes tak ułoży zadanie, żeby trafiało w północ w twojej strefie mimo zmian czasu. I to wszystko: jedno polecenie zwykłym językiem zamieniło się w trwałą umiejętność i powtarzalny nawyk. Tak właśnie wygląda pętla, o której mówiłam na początku.

Świetlisty strumień danych płynący z pojedynczego kontenera do zamkniętego, zabezpieczonego archiwum na ciemnym tle, w odcieniach zieleni i błękitu.
Świetlisty strumień danych płynący z pojedynczego kontenera do zamkniętego, zabezpieczonego archiwum na ciemnym tle, w odcieniach zieleni i błękitu.

Bezpieczeństwo i skalowanie: jeden asystent czy kilku

Zostały dwa wątki, które warto znać, zanim asystent dostanie dostęp do twoich danych i zanim zaczniesz mnożyć egzemplarze.

Bezpieczeństwo sprowadzam do jednej zasady: traktuj asystenta jak nowego pracownika. Daj mu własne konta, a nie swoje — własny adres e-mail, własne wejścia do narzędzi. Przydzielaj klucze o wąskim zakresie, tylko to, czego naprawdę potrzebuje do swojej roli. Jeśli ma wydawać pieniądze, daj mu osobny, nazwany klucz, żebyś widział, ile dokładnie kosztuje. Pytanie kontrolne, które zawsze sobie zadawaj: czy nowemu pracownikowi pierwszego dnia dałbyś dane swojej karty i dostęp do wszystkiego? No właśnie. Nie jestem specjalistką od bezpieczeństwa i tobie też radzę nie udawać eksperta — rozważ zaporę sieciową na serwerze, a samej konfiguracji niech ci pomoże i Hermes, i Claude Code. Możesz nawet kazać asystentowi robić co noc krótki przegląd, czy wszystko jest pozamykane jak trzeba.

Skalowanie to pytanie: jeden asystent czy kilku. Odradzam pośpiech. Najpierw wyciśnij wszystko z jednego, bo i tak dopiero uczysz się, jak działają umiejętności i pamięć. Nowego zakładaj dopiero wtedy, gdy zadanie naprawdę tego wymaga. Przejdź w głowie prostą listę: czy ta nowa rola potrzebuje własnych kluczy lub narzędzi? Własnej, oddzielnej pamięci długoterminowej? Czy to stała, powtarzalna praca dla innego odbiorcy? Jeśli choć raz odpowiadasz „tak”, rozdziel role na osobne egzemplarze. Jeśli wszędzie „nie”, zostaw to w jednym. Zła droga to jeden „przeładowany” asystent ze wszystkimi kluczami i dziesiątkami umiejętności naraz — duże ryzyko i bałagan, jakbyś wszystkie jajka trzymał w jednym koszyku. Dobra droga to czysty podział, np. osobny Hermes do marketingu i osobny do finansów, każdy w swoim kontenerze i ze swoimi kluczami. A że wszystko jest zapisane w plikach, przeniesienie umiejętności i automatyzacji do nowego asystenta jest banalnie proste.

Co z tego wynieść

Cały kurs ma jasną oś: od pustego serwera, przez pięć filarów i instalację, po pierwszy działający nawyk asystenta i zasady jego utrzymania. Najmocniejszy wniosek nie jest jednak techniczny. Hermesa się nie „kończy konfigurować” — to współpracownik, którego się prowadzi i doucza. Trzy proste odruchy, którymi go utrzymujesz: gdy myli się dwa razy w tym samym, popraw go na miejscu i każ zaktualizować odpowiednią umiejętność lub pamięć. Gdy gada za dużo albo nie tym tonem, każ mu poprawić plik osobowości. A gdy zaczyna zachowywać się dziwnie, najpierw zajrzyj do jego pamięci — nieaktualna pamięć to najczęstsza przyczyna dziwnych zachowań.

I jedno uczciwe zastrzeżenie na koniec, bo to ono najczęściej decyduje o sukcesie albo porażce: cudzy sposób użycia to nie twój sposób użycia. Zanim zbudujesz własnego asystenta, usiądź i odpowiedz sobie na jedno pytanie — którą konkretnie powtarzalną robotę chcesz z siebie zdjąć. To ona, a nie efektowne demo, powie ci, czy w ogóle warto i od czego zacząć. Wybierz tę jedną rzecz i pierwszego crona ustaw właśnie pod nią.