Pięć okien z agentami AI, każde w połowie jakiejś pracy. Po godzinie nie pamiętasz, które dostało jakie zadanie i dlaczego jedno stoi. Zaczynasz wracać do każdego z osobna i dopytywać. Tak kierowanie agentami zamienia się w etat operatora, a automatyzacja miała cię od niego odciążyć.
Jest inny układ: zarządzasz agentami tak, jak zarząd zarządza firmą. Ustawiasz cele i budżet, zatwierdzasz ważne decyzje, a resztę czytasz w dzienniku. Pokażę pięć elementów, które to umożliwiają: rolę agenta, rytm pracy, wspólny dziennik zadań, budżet z bramką zgody i polecenie na poziomie celu. Zasady opisuję niezależnie od narzędzia. Taki układ dają gotowe, otwarte programy do orkiestracji agentów, na przykład Paperclip, ale to samo da się odtworzyć prostszymi środkami.
Jeśli znasz zespoły agentów w Claude Code, to tutaj jest krok wyżej. Tam lider i agenci pracują razem w jednej sesji, nad jednym zadaniem. Tu chodzi o stały zespół, który pracuje tygodniami i nie wymaga, żebyś siedział nad nim w jednej rozmowie.
Zacznij od ról: każdy agent dostaje cztery rzeczy
Zarząd nie dyktuje, jak napisać każdy mail. Zarząd obsadza stanowiska. Z agentami robisz to samo: zanim agent dostanie pracę, dostaje opis stanowiska.
Przykład z marketingu. Na górze stoi agent-kierownik, który odpowiada przed tobą. Pod nim pracują copywriter, strateg, grafik i badacz. Kierownik rozdziela zadania, a ty rozmawiasz tylko z nim.
Opis stanowiska każdego agenta to cztery krótkie pliki tekstowe:
- Rola: za co agent odpowiada, komu raportuje, gdzie trzyma notatki, jak planuje pracę i czego mu nie wolno.
- Lista startowa: co robi za każdym razem, gdy się obudzi.
- Persona: kim jest i jak działa. Kierownik może na przykład domyślnie działać zamiast czekać, patrzeć dalej niż bieżące zadanie i chronić skupienie zespołu. Tu ustawiasz też ton wypowiedzi.
- Lista narzędzi: do czego ma dostęp.
Czwarty plik wymaga ostrożności. Lista narzędzi to w praktyce lista kluczy, które agentowi wręczasz, więc układaj ją według zasad z tekstu o uprawnieniach agenta AI. Copywriter nie potrzebuje dostępu do bazy klientów.
Pliki rosną z czasem. Możesz je edytować ręcznie: dopisać, co poszło źle, i usunąć, co nie działa. To jest twój główny sposób „szkolenia” pracownika.
Heartbeat: agent budzi się z pustą głową
Agent nie siedzi cały dzień w jednej rozmowie. Budzi się według harmonogramu, na przykład co 4, 8 albo 12 godzin. Ten rytm nazywa się heartbeat, czyli tętno. Po każdym przebudzeniu agent zaczyna od zera, z czystym kontekstem. Kontekst to wszystko, co model ma w danej chwili przed oczami: polecenie, wcześniejsze wiadomości, otwarte pliki. Wczorajszej rozmowy agent nie pamięta.
Z tego wynika zasada, która zmienia sposób pracy: ciągłość musi być zapisana w plikach i w dzienniku zadań (opisuję go niżej), nie w pamięci agenta. Dlatego lista startowa to moim zdaniem najważniejszy z czterech plików. Napisz ją jak instrukcję dla nowego pracownika w pierwszym dniu pracy:
- Otwórz swoje zadania.
- Przeczytaj komentarze od ostatniego przebudzenia.
- Sprawdź, co zmieniło się w środowisku pracy.
- Sprawdź własną wcześniejszą pracę.
- Dopiero wtedy działaj.
Punkt czwarty jest ważny, bo agent po przebudzeniu nie pamięta, co i jak zrobił. Własną pracę musi sprawdzić tak, jak cudzą.
Dziennik zadań jest wspólną pamięcią
Dziennik zadań (po angielsku ticket log) to zapis wszystkiego: każdego zadania, każdego komentarza, każdej decyzji i każdej wymiany zdań między agentami. Programy do orkiestracji prowadzą go same. W prostszym układzie zastąpi go wspólny folder z jednym plikiem na zadanie, byle każdy agent miał obowiązek tam pisać.
Dziennik służy do dwóch rzeczy naraz. Dla agenta jest pamięcią: po przebudzeniu czyta w nim, co zostało zrobione i co ma robić dalej. Dla ciebie jest śladem kontrolnym: widzisz, kto co zrobił, w jakiej kolejności, a także jak agent rozumował. To odpowiedź na pytanie, które stawia przewodnik o ładzie agentów AI: kto zatwierdził wynik. Tutaj odpowiedź leży w zadaniu.
Praca z dziennikiem różni się od rozmowy z czatem. Nie prowadzisz długiego dialogu, tylko zakładasz zadania i dopisujesz komentarze. Gdy wynik jest słaby, nie otwierasz nowej rozmowy. Dopisujesz komentarz do zadania: „Karuzela jest za długa, skróć do pięciu slajdów”. Agent obudzi się, przeczyta go i pójdzie dalej. Jeśli sam utknie albo czegoś mu brakuje, poprosi cię o to.
Dwa twarde hamulce: budżet i zgoda na zatrudnienie
Pierwszy hamulec to miesięczny limit wydatków dla każdego agenta. Panel pokazuje, ile który zużył. Zacznij od ostrożnej kwoty i podnoś ją, gdy agent zasłuży na więcej. Limit działa jak bezpiecznik, o którym piszę też w tekście o pętlach agentów AI: agent pracujący sam, bez granicy czasu lub kosztu, potrafi się rozpędzić tam, gdzie nikt go nie widzi.
Drugi hamulec to zgoda na nowych agentów. Kierownik może zaproponować zatrudnienie, ale nowy agent pojawia się dopiero po twojej zgodzie. Prośba trafia do skrzynki: kogo kierownik chce dodać i z jakimi kompetencjami. Zatwierdzasz, a w dzienniku powstaje powiązane zadanie, w którym kierownik konfiguruje nowego agenta. W narzędziu, które wymieniłem na początku, zgoda na zatrudnienie jest ustawieniem domyślnym i można ją wyłączyć. Moim zdaniem zostaw ją włączoną, dopóki nie przekonasz się w dzienniku, że kierownik dobiera obsadę rozsądnie.
Polecenie na poziomie celu: jak wygląda dobre zadanie dla kierownika
Wyobraź sobie, że w dzienniku widzisz, jak copywriter i badacz oddają kolejne teksty, ale nikt ich nie sprawdza. Jako zarząd nie szukasz sam kogoś do kontroli jakości ani nie wybierasz narzędzi. Dajesz kierownikowi cel:
Brakuje kontroli jakości tekstów. Zatrudnij agenta, który przed publikacją sprawdza fakty i ton każdego tekstu. Poprawiaj i dopracowuj wyniki, aż wrócisz do mnie z informacją, że copywriter i nowy agent skończyli.
Zwróć uwagę, czego w tym poleceniu nie ma. Nie ma w nim kroków, listy narzędzi ani podziału pracy. Jest cel, oczekiwany efekt i warunek zakończenia. Resztę kierownik ustala sam: kogo zatrudnić, kogo włączyć do planu, co zlecić najpierw. Twoją część robisz w skrzynce.
Twoja codzienna praca wygląda wtedy tak: otwierasz skrzynkę i zatwierdzasz albo odrzucasz prośby, komentujesz słabe wyniki, czytasz dziennik wyrywkowo. Pierwsza próba agenta bywa słaba. To normalne: od tego jest komentarz. Nie wchodzisz w szczegóły wykonania, nie poprawiasz tekstów własnoręcznie ani nie podpowiadasz kierownikowi, jak rozdzielić pracę.
Zanim zainstalujesz cudze umiejętności, przeczytaj je
Do agentów można dodawać umiejętności (po angielsku skills) pobrane z internetowych katalogów, a nawet całe gotowe zespoły. To wygodne, ale ryzykowne: instalujesz instrukcje (a czasem kod) napisane przez obcego, a agent będzie je wykonywał z dostępem do twoich narzędzi. Katalogi bywają wyposażone w audyty bezpieczeństwa, lecz audyt nie jest gwarancją.
Zrób trzy rzeczy. Przeczytaj opis i instrukcje, zanim cokolwiek dodasz. Sprawdź, jakich narzędzi i dostępów umiejętność wymaga. Dodaj ją najpierw jednemu agentowi, nie całej firmie, i obserwuj dziennik.
Kieruj wynikiem, nie ruchami
Agent bez dziennika, limitu i bramki zgody wymaga, żebyś był jego operatorem i patrzył mu na ręce. Z nimi możesz go zostawić na kilka godzin i sprawdzić po powrocie. Na tym polega różnica między zarządem a operatorem.
Na początek wybierz jedną powtarzalną pracę, którą dziś robisz ręcznie. Opisz dla niej jednego agenta czterema plikami, ustaw mu miesięczny limit i dopisz regułę, że przed każdą publikacją czeka na twoją zgodę. Wyniki pierwszego tygodnia przeczytasz w dzienniku, nie w czacie.